Historie. Obrazy i słowa. Coś do poczytania i nie tylko.

[mc4wp_form id=”4624″]


Warszawa, Koszykowa 64, Zakład Fryzjerski.


Uwierzycie? Jest takie miejsce w sercu obecnej Warszawy, które przetrwało zawieruchy Powstania Warszawskiego pomimo bezpośredniej bliskości dwóch powstańczych barykad. Miejsce, dla lokalnej społeczności kultowe, choć zwyczajne. Odwiedzane regularnie przez mieszkańców Warszawy, również tych którzy odcisnęli trwały ślad w historii Polski, polskiej kultury i sportu. Zakład Fryzjerski, miejsce zwykłe, często odwiedzane, działające nieprzerwanie od ponad stu lat pod tym samym adresem.

Zaraz… zaraz…. Napisałem „zwykłe”???

(historia oparta na sprawozdaniu obecnej właścicielki zakładu fryzjerskiego)

W 2016 roku, w sobotę 9 lipca podczas spaceru po warszawskim Śródmieściu Południowym natrafiłem na ciekawą witrynę zakładu fryzjerskiego. Dla większości osób była by to nieciekawa witryna, ponieważ odbiegała aranżacją od tych nowoczesnych, lśniących przepychem. Nie ma co ukrywać, wygląda na wiekową, bo taka jest. Postanowiłem z czysto kronikarskiego obowiązku (mam takie poczucie, choć gigabajtów pamięci na dysku twardym ciągle brakuje) podejść na chwilę by uwiecznić ten artefakt na karcie pamięci. 

Jak się okazało, Barbershopy, Jeany, Luisy i inne bezimienne lub nabierające charakteru fabryki obcinania włosów mają jeszcze wiele do uwodnienia wobec miejsca.

Witryna zakładu fryzjerskiego Pani Elżbiety Wichrowskiej znajdującego się przy ulicy Koszykowej 64 jest stara. Drewniana, z dużymi oknami zabezpieczonymi masą kitową. Na wystawie znajduje się barwne przystrojenie, obecnie letnie, a niebawem (1-go sierpnia) świąteczne, związane z rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego.

Oryginalna stolarka, wysokie szyby, i wystrój witryny… poczułem warszawski folklor, ale taki prawdziwy, nie ten nowomiejski, widoczny chociażby po drugiej stronie ulicy w nowej Hali Koszyki. Zza szybą Zakładu schowała się historia. Historia codzienności trwająca od czasów przedwojennych.

Gdy robiłem zdjęcie witryny, z lokalu wychyliła się właścicielka – Pani Elżbieta, która bez ogródek zaprosiła mnie do środka mówiąc: „proszę wejść, zrobić zdjęcia, pokażę panu dokumenty, opowiem historię..”. Szczerze? Zaskoczyła mnie ta chęć poznania. To niespotykane szczególnie u osób starszych, przyzwyczajonych do swoich czterech ścian i powoli się w tych ścianach zamykających na świat.

No i co miałem zrobić… ja fotograf kochający swoje miasto i historię. Wchodzę.

Wejście prowadzi przez podwójne oszklone drewniane drzwi. Zakład w środku jest jakby nietknięty palcem postępującego czasu. Gdzieniegdzie widzę porozrzucane czasopisma „modowe”, te starsze jak i te świeższe – z lat ’80. Plakaty, peruki na charakterystycznych głowach manekinów „sprzed lat”, narzędzia, treski, lustra, stare krzesła, krzesełko do strzyżenia dzieci (takie z kierownicą od roweru), boazeria… Jednak jest tu coś więcej niż tylko zbiór staroci. Jest energiczna właścicielka, która zaczyna swoją opowieść… ujawniając duszę tego miejsca.

Właścicielka z dumą prezentuje dokumentację, którą skrupulatnie zbiera.

Siadam, a właścicielka zaczyna opowiadać, wyjmując dokumenty zawierające daty 1930, 1944 i nowsze 1967. „Dużo tego” myślę, a w pomiędzy czasie Pani Elżbieta ciągle opowiada. „Zakład działa od 1903 roku jeszcze zanim powstała ta kamienica. Jestem trzecim właścicielem, poprzedni pracował tu u pierwszych właścicieli”. Pani Elżbieta trafiła tutaj do pracy w 1973 roku, a 10 lat później przejęła zakład. Wcześniej, od 1930 roku należał on do Pana Kowalewskego a jeszcze wcześniej od 1903 roku był w rękach pierwszych właścicieli, których personaliów Pani Elżbieta nie pamięta ale wspomniała, że w okolicach 1930 roku wyemigrowali do Stanów lub Palestyny, sprzedając zakład swojemu pracownikowi, jej poprzedniemu pracodawcy. Historia zatoczyła krąg, jednak zanim przejdę do historii Pani Elżbiety, wspomnę o tym co Pani Elżbiecie opowiadał poprzedni właściciel. Czasy, gdy sam był pracownikiem a następnie nowym właścicielem zakładu fryzjerskiego.

8 lutego 1930 roku zakład przechodzi w ręce nowego właściciela

Drugi właściciel dbał o to by nie zmieniać nic z wystroju. Kładł na to nacisk. Wystrój i wygląd miał zostać taki jaki był na początku. Czego, na moje skromne oko nie udało się w pewnej mierze utrzymać. Stolarka witryny jest oryginalna – wymienia właścicielka. Taka sama od 1905 roku, kiedy to kamienicę wybudowano (portal warszawa1939.pl, tu informuje, o budowie tej kamienicy w 1911 roku).

Budynek przetrwał cudem powstanie warszawskie, choć sąsiadujące kamienice uległy unicestwieniu. Widać je na zdjęciu planu z 1930 roku, który wskazuje palcem Pani Elżbieta, na poniższym zdjęciu. W jednej z nich, sąsiadującej bezpośrednio znajdował się zakład fotograficzny Państwa Gazdów. Franciszek Gazda do ówczesny fotograf, mający znaczny wpływ na to jak spostrzegana jest obecnie Polska dawnych czasów. W laboratorium (tutaj więcej informacji) wytwarzane były jego pocztówki z serii Polonia Admirabilis.

W 1967 roku witryna oficjalnie znalazła się pod ochroną konserwatora zabytków. Budynek nie został zniszczony podczas walk powstańczych, choć trzy sąsiadujące z nim budynki spłonęły podczas powstania. Tuż obok znajdowały się dwie barykady: po stronie Koszykowej 64 i Piusa XI 47 (dziś Piękna). Drugi właściciel brał udział w walkach, za co został zesłany do obozów w Niemczech. Uciekł i powrócił do Polski przechodząc drogą przez zachodnią Europę, jak wspomina Pani Elżbieta „między innymi przez Francję”. Należał do związku kombatantów. Niemniej podczas okupacji zakład pracował dalej, czego dowodem są oryginalne dokumenty płacenia składek w cechu, które widać na zdjęciach. Zakładem podczas jego nieobecności zajmowała się żona.

Oryginały kart wniesionych opłat/podatków

A co z wcześniejszymi spokojniejszymi czasami? Kto odwiedzał Zakład w czasach sprzed 1939 roku? Była to pewna historyczna postać, która w 1922 roku przeprowadziła się tuż obok, na Koszykową numer 70, a mianowicie Józef Piłsudski! Choć nie mieszkał tu długo to zdarzyło mu się być klientem w zakładzie fryzjerskim przy Koszykowej 64. Zamieszkał w pobliskiej kamienicy Próchnickich wraz z rodziną w 1922 roku. Duma ówczesnego właściciela przenika w słowach opowiadającej mi o tamtych czasach Pani Elżbiety. Jest z czego być dumnym.

Zakład, choć obecnie skierowany głównie do kobiet, od początku był zakładem dla pań i panów. Wnętrze zresztą od zawsze podzielone jest na dwie części. Po prawej stronie dział męski, po lewej damski. W niedziałającej obecnie części męskiej  niebawem ma powstać małe muzeum. Takie są plany na przyszłość. Pani Elżbieta, chce pokazać swoje zbiory narzędzi i urządzeń fryzjerskich.

Pani Elżbieta prezentuje treskę własnego wykonania oraz narzędzia codziennej pracy.

Pytana o ówczesnych klientów, miło wspomina ludzi, którzy przychodzą tu regularnie, nawet z pokolenia na pokolenie.  Poza Marszałkiem Piłsudskim, zakład odwiedzały również inne osobistości. Janusz Zakrzeński, aktor teatralny i filmowy, zafascynowany postacią Józefa Piłsudskiego. Zygmunt Kałużyński, krytyk filmowy, publicysta, dziennikarz znany z programu „Perły z lamusa”. Teresa Torańska dziennikarka i pisarka, którą Pani Elżbieta z rozrzewnieniem wspomina „...dużo paliła i była bardzo miłą osobą, komunikatywna, bardzo wesoła i gadatliwa…”. Zakład odwiedzał również regularnie podwójny mistrz olimpijski w boksie Jerzy Kulej. Jego żona, pani Hanna, do dziś jest klientką Pani Elżbiety.

Prezent od stałej klientki.

Przyszłość.

Obecna właścicielka nie ma następców. Bynajmniej na tą chwilę. Mówi to nieco ze smutkiem ale jest osobą energiczną i patrzącą pozytywnie na świat. Podczas rozmowy mówi: „wie Pan, mają tu nam robić centralne, mają robić ciepłą wodę, więc to mnie tym bardziej motywuje i to wiarę jeszcze we mnie wzbudza ale wie pan, lata lecą, zegar bije… Oby zdrowie pozwoliło jak najdłużej, bo zawód który wykonuję bardzo kocham. Kocham tych moich klientów, kocham ich włosy, kocham ich upiększać. To jest moja pasja, to jest moje całe życie„.

Pani Elżbieta zaprasza na 1-go sierpnia do odwiedzin – wówczas to, jak co roku z okazji rocznicy wybuchu Powstania, znów przystoi witrynę swojego zakładu specjalną dekoracją. Zapraszam i ja, bo wszystkiego do końca nie da się ani opisać, ani udokumentować zdjęciami. Niektóre miejsca są po prostu po to, by je odwiedzać – tak jak zakład fryzjerski, który działa nieprzerwanie od ponad stu lat w sercu Warszawy.

Michał (SmokAnalog.PL)

Więcej moich zdjęć i informacji o mnie znajdziecie tu:

www.facebook.com/SmokAnalogPL/

www.instagram.com/thegmic

KONTAKT

FB: http://www.facebook.com/SmokAnalogPL

instawww.instagram.com/thegmic

email: kontakt@SmokAnalog.PL
tel: 504216393

Michał Złotorzyński

Galeria wszystkich zdjęć: